aktualizowane 21:38, 15 Oct 2017

Wiesz o czymś ciekawym? Napisz do nas e-mail: info@superfakty.pl

W Węgorzycach koło Szczecina pokłóciło się ze sobą dwóch sąsiadów. W efekcie jeden z nich dźgnął nożem drugiego. Zrobił to bo bał się przeciwnika?

Do naszego dziennikarza zgłosiła się siostra sprawcy. Poprosiła o zbadanie sprawy, gdyż jej zdaniem brat jest niesłusznie oskarżony o to, że chciał z premedytacją zabić człowieka. Kobieta jest przekonana, że ciosy zostały zadane ze strachu i w samoobronie.

Węgorzyce, niewielka, uboga wioska. Mieszkańcy nadal mają w pamięci tamtą sytuację.

- Obaj często kłócili się ze sobą – wspominają. – Nie stronili od alkoholu. Nie możemy zrozumieć, dlaczego tak siebie nie lubią. Przecież to rodzina.

Poszło o dziecko, garaż, a może pieniądze?

Dźgnięty nożem opowiada, że spór pomiędzy nim, a sprawcą rozpoczął się po tym, jak nie zgodził się sprzedać mu garażu.

- W zemście napisał na mnie do nadzoru budowlanego, że mam nielegalną budowlę – wyjaśnił. – Ten garaż stoi tutaj kilkadziesiąt lat. Zaczęły się też i inne donosy. Razem z żoną stanowimy rodzinę zastępczą dla wnuczka. Oskarżano nas, że źle się nim opiekujemy.

Dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Goleniowie potwierdził, że docierały do niego takie informacje. Żadna z nich nie została jednak oficjalnie potwierdzona.

Rozmawialiśmy jednak ze świadkiem, który powiedział, że chłopiec był zostawiany pod opieką pijanej sąsiadki.

- Nie bywam tam często, ale kiedyś zobaczyłam, jak kompletnie pijana czeka na małego, który właśnie miał wrócić ze szkoły. Zaalarmowałam PCPR – usłyszeliśmy od Justyny Woźniak.

Kolejną wersję, która mogła być powodem nienawiści między obiema stronami przedstawia były sołtys Węgorzyc.

- Wszystko przez pieniądze – uzupełnia. – Garaż to tylko jedna z wielu przyczyn. Sprawca wprowadził się tutaj, gdy zmarł jego brat. Ten brat wielu osobom pożyczał pieniądze. Podobno również poszkodowanemu. Widziałem zeszyt, w którym była lista dłużników. Czy oskarżony znalazł te notatki i domagał się zwrotu pieniędzy? Nie dostał ich i stąd cała afera?

Sprawca bał się ofiary?

Trudno dzisiaj ustalić, od czego rozpoczął się konflikt. Dużo łatwiej zrelacjonować dzień, w którym doszło do nieszczęścia. Dźgnięty nożem musiał rano, jeszcze przed zdarzeniem, po raz kolejny stawić się w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Goleniowie, aby tłumaczyć się po informacji, która dotyczyła tego, że nieodpowiednio opiekuje się wnukiem. Złożył ją późniejszy nożownik. Czy to pierwszy powód, który doprowadził do awantury między panami? Złość, że sąsiad znowu doniósł? Dodatkowym elementem, który wpłynął na zaognienie sytuacji miały być słowa nożownika, że nie ustanie w staraniach, aby odebrano ofierze prawo do opieki nad chłopcem. Wspomina o nich sam poszkodowany.

- Powiedział, że zrobi wszystko, żeby chłopak poszedł do domu dziecka – mówi. - Wtedy nie wytrzymałem. Puściłem kilka epitetów. Nerwów nikt nie ma ze stali. Zaproponowałem, żebyśmy poszli za szopki, żeby nas nikt nie widział. Powiedziałem, że tak mu mordę oklepię, że w końcu przestanie nam szkodzić. Zrobił kilka kroków, był na wysokości okna. Ja szedłem za nim. Doszliśmy do rogu, a on biegiem do domu. Pomyślałem, że się przestraszył. Bo fakt, faktem on się mnie zawsze bał.

O strachu, który mógł być głównym powodem tego, że mężczyzna pobiegł do domu i chwycił za nóż wspomina również siostra oskarżonego. Na tym kończy się zgodność obu stron.

- To mój brat został zaatakowany drewnianą kątówką – tłumaczy kobieta. – Właśnie dlatego uciekał, wbiegł do domu i wyszedł z nożem. Machał nim, żeby odstraszyć przeciwnika, który parł na niego z kołkiem.

Zaprzecza temu poszkodowany.

- Po tym, jak wydało mi się, że uciekł zacząłem układać drewno - kontynuuje. - Wtedy wybiegł z domu z nożem i biegł w kierunku drzwi do mojego mieszkania. Nie zauważył, że stoję tam, gdzie stałem. Krzyczał: Chodź tu! Ja ci pokażę, jak potrafię walczyć o swoje! Złapałem taką jedną łatę drewnianą. Pięć na pięć, sto czterdzieści dwa centymetry długą. Pamiętam, bo taki wymiar był mi potrzebny i taki tam leżał. Kiedy już byłem w zasięgu jego ręki zaczął nożem wymachiwać. Pomyślałem, przyłożę po piszczelach, musi siąść, przecież to jest ból nie z tej ziemi. Przychyliłem się i walnąłem tym kołkiem raz, drugi, może trzeci. Nie ruszyło go. Żeby go uderzyć musiałem wziąć duży zamach, odsłoniłem się i on wtedy dziabnął mnie dwa razy. W dwa różne miejsca. Po wszystkim przyklęknął – pamiętam jak dziś. Chciałem go kopnąć, ale szybko opadałem z sił. Wszedłem do domu. Sąsiadka wnuka zabrała, żeby nie oglądał tego wszystkiego. Niestety widział całe zajście. Wziąłem papierosa i jeszcze z tymi ranami poszedłem do szwagra 200 metrów dalej, żeby mnie zawiózł na pogotowie. Okazało się, że szwagra nie ma. Wróciłem z powrotem. Powiedziałem sąsiadce, żeby zadzwoniła po pogotowie. Cały czas byłem przytomny. Kucałem przy tapczanie. Ratownicy zawieźli mnie na boisko. Zanim przyleciał śmigłowiec ratunkowy byłem reanimowany. Na stole operacyjnym również.

O tym, która wersja jest bardziej wiarygodna zdecyduje sąd. Paradoksalnie obie mogą mieć uzasadnienie. Jeden widząc machającego nożem przeciwnika poczuł się zaatakowany, drugi widząc sąsiada z drewnianą kątówką myślał tylko o obronie. Tym bardziej, że był pijany.

A właśnie, alkohol…

Dźgnięty nożem zapewnia, że w momencie zdarzenia był trzeźwy. Argumentuje to wcześniejszą wizytą w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie. Mówi, że posiada dokumenty ze szpitala, z których wynika, że w momencie, kiedy do niego trafił zawartość alkoholu w jego krwi wynosiła zero.

- Pokażę wam je, ale dopiero w październiku – obiecał.

Wystąpiliśmy o wgląd w akta sprawy, aby przekonać się, jak było naprawdę? Sędzia odmówił do czasu zakończenia postępowania dowodowego.

Podczas zbierania materiału do tekstu spotkaliśmy osoby, które stwierdziły, że w dniu zdarzenia pił nie tylko sprawca, ale i ofiara. Rozmowy z nimi mamy zarejestrowane. Informatorzy chcieli pozostać anonimowi. Pierwszy z nich to kobieta, którą oderwaliśmy od pielenia ogródka.

- Widziałam go tego dnia. O tak szedł – pokazała zataczanie się. Ja mówię wtedy, oho Staszek „chory”. U niego często był alkohol. I tylko „k” i „ch”.

- Trzeźwy był? Ja z kolei słyszałem co innego, że jednak jedno wino wypił – poinformował nas mężczyzna przy jednym z domów, który stał w gronie kolegów.

- I jeden i drugi był lekko wypity – wyjaśnił kolejny mieszkaniec wioski kilkadziesiąt metrów dalej. – Gdyby przynajmniej jeden z nich był trzeźwy nie doszłoby do tragedii.

Zaatakowany nożem ostro zareagował na te słowa.

- To kłamstwo! Tego dnia, po przyjeździe z Goleniowa nie ruszałem się z podwórka, aż do całego zajścia. Nikt nie mógł mnie widzieć pijanego – wyrzucił z siebie zirytowany.

Dostał szansę na poprawę życia?

Wszyscy, których spotkaliśmy, a którzy chcieli rozmawiać, zgodnie przyznali, że mężczyzna ugodzony nożem przed zdarzeniem często pił i to ekstremalnie. Przytaczanie opowieści, gdzie leżał pijany i jak wyglądał byłoby niesmaczne. Po tragedii zupełnie zmienił swoje życie. Stał się wyciszony i religijny. Wiele osób twierdzi, że otrzymał w życiu drugą szansę, aby poprawił swoje zachowanie.

Po alkoholu agresywny miał być również i jego oprawca. Jedna z kobiet określiła, że robił się wtedy z niego wielki „figo-fago”, którego ludzie woleli unikać. Szczycił się ponoć swoją kryminalną przeszłością.

- Czy to, że wcześniej był karany, za drobiazgi zresztą, świadczy o tym, że teraz wina też jest po jego stronie? – pyta żona mężczyzny. – Raczej jest tak, że śledczy nie uwierzyli w jego zapewnienia, że nie on pierwszy zaatakował. Poszli na łatwiznę i po najmniejszej linii oporu. Byłeś karany? Jesteś ten zły.

Co ciekawe i spektakularne po stronie sprawcy stanęło kilkadziesiąt osób z wioski. Żona oskarżonego pokazała nam podpisy, które zebrała pod apelem o zwolnienie męża z aresztu.

- Mamy czworo dzieci. Najmłodsi chłopcy bardzo cierpią nie widząc taty. Od czasu, gdy go zamknęli mam z nimi coraz większy problem. Chodzimy do psychologa. Na domiar złego nie dostają zgody na widzenia z ojcem. Bardzo to przeżywają. W każdą sobotę czekają przy telefonie, aż zadzwoni – dodaje szlochając. – Do sadu wysłałam pytanie, dlaczego dzieci nie mogą zobaczyć taty? To bardzo niszczy je psychicznie. Otrzymałam odpowiedź, że wizyta w areszcie nie jest odpowiednia dla dzieci. Niestety bez niej, bez zobaczenia taty, każdy, kto zabrania będzie miał je na swoim sumieniuBędzie współodpowiedzialny za ich fatalny stan zdrowia psychicznego.

Mogą żyć obok siebie?

Mężczyzna ugodzony nożem otrzymuje od niedawna rentę specjalną . Zapowiada, że po wygraniu sprawy karnej wystąpi o kolejne pieniądze.

- Mają co sprzedać, żeby mi zapłacić - twierdzi. - Połowa mieszkania, które zajmuje sprawca jest jego. Ma też połowę lokalu w Redle, który jest wart sporo pieniędzy. Kupiec dawał za niego 150 tysięcy złotych, ale się nie zgodzili. Jego żona ma też kawalerkę.

- Ma pan żal do człowieka, który ugodził pana nożem?
- Może nie tyle żal, ale zapomnieć to mu tego nie zapomnę.
- Wyobraża pan sobie dalsze życie obok siebie? Kiedyś zasądzona kara minie.
- Wystąpię o zakaz zbliżania się. Będzie musiał się stąd wyprowadzić.

W październiku w Sądzie Okręgowym w Szczecinie odbędzie się kolejna rozprawa w opisanej sprawie. Mężczyzna, który dźgnął nożem jest oskarżony o usiłowanie zabójstwa. Nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że został zaatakowany kołkiem, dlatego uciekł po nóż, aby odstraszyć napastnika. Dalej wszystko wymknęło się spod kontroli. Swoje pytania przedstawiła nam również siostra mężczyzny.

- Jestem ciekawa, czy sąd weźmie pod uwagę to, co przyznał sam poszkodowany, że brat bardzo się go bał? – zapytała w przesłanym do nas mailu. – Jak również i to, że tego dnia poszkodowany miał powód do zemsty i ataku po powrocie z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie? Brat przecież na niego doniósł. To, że wziął nóż ze strachu oznacza, że chciał zabić? A może był przerażony i chciał odstraszyć przeciwnika?

- Chciał zabić! – ucina krótko poszkodowany. – Gdyby nóż mu się nie złamał już by mnie nie było…

Przed zapoznaniem się z aktami i zeznaniami nie jesteśmy w stanie stwierdzić, która wersja jest bardziej wiarygodna? Oskarżony, w liście, który pokazała nam jego żona, a który wysłał do senator Lidii Staroń wskazuje jednak na istotny, wydaje się element dla stwierdzenia faktu, kto był stroną atakującą? Gdzie dokładnie doszło do całego zdarzenia? Czy przed drzwiami mieszkania ofiary? Mniej więcej na środku podwórka, a może przed drzwiami sprawcy? Gdzie znaleziono zarówno drewniany kołek, jak i nóż? Miejsce znalezienia może świadczyć o tym, kto kogo gonił lub atakował. Sprawca zwracał się o przeprowadzenie wizji lokalnej, jednak do tej pory jej nie było. Czy taką wizję wykona sąd? Sędzia będzie chciał skrupulatnie i z detalami wyjaśnić sprawę? Ewidentnym poszkodowanym jest tutaj człowiek pchnięty nożem. To on wymknął się śmierci. Zdrowia nikt mu nie zwróci, ale czy sprawca działał z zamiarem pozbawienia go życia? To właśnie trzeba ustalić bardzo skrupulatnie. 

Tekst i foto Zbigniew Heliński

 

O sprawie przeczytasz również tutaj: http://superfakty.pl/polska/737-dzgal-nozem-ale-skruchy-nie-czul