Joomla Template

superfakty, super fakty, wiadomości, aktualności

Las Vegas w "Las biedos" Drukuj E-mail
ImageSaloniki z “jednorękimi bandytami” rozpleniły się wszędzie. Są w najmniejszych nawet budach, które do tej pory służyły do sprzedawania hamburgerów. Kuszą migającymi diodami przy prawie każdej ulicy i prawie wszędzie dają sobie radę, ale nie tam – w enklawie łódzkiej biedy. W salonie gier, który działa przy ulicy Abramowskiego najczęściej spotkać można wynudzoną pracownicę. Klientów, jak na lekarstwo.
 
Gdy kilka miesięcy temu salon się otwierał ludzie pukali się w czoło.
 - Las Vegas chcą tu zrobić, salon gier przy Abramowskiego, doskonały pomysł. Tylko kto będzie do niego przychodził? – ironizował jeden z mieszkańców. – Interes padnie w ciągu kilku miesięcy.
Dzieje się. Kiedy odwiedziliśmy to miejsce niedawno okazało się, że lokal jest czynny coraz krócej. W środku nadal straszyły obdrapane ściany i stare biurko, przy którym siedziała wynudzona jak mops pracownica.
 - Gdybym nie miała książki to bym chyba zasnęła – wyjaśniła z uśmiechem. – Dzisiaj jest pan pierwszym, który tu wszedł.
Dziewczyna pracuje od niedawna. Siedzenie w „salonie” traktuje jako przystawkę do pracy w szwalni.
 - Ruchu nie mamy wielkiego – dodaje. – Będziemy otwarci do lutego. Co dalej zobaczymy.
Niskiej frekwencji nie dziwi się nikt. W pobliskim sklepie spożywczym najlepiej sprzedają się tanie alkohole, chleb bierze się „na zeszyt”.
Również pracownicy pomocy społecznej uśmiechają się z politowaniem.
 - Przy tej krótkiej ulicy, aż ponad pięćdziesiąt osób regularnie otrzymuje zapomogi – tłumaczy pracownik socjalny. – Pewnie drugie tyle jej potrzebuje. Większość rodzin ma zaległości w opłacaniu czynszu.
Według przedstawicieli Providenta (inni już raczej wycofali się z pożyczania mieszkającym tam ludziom pieniędzy) Abramowskiego to głęboka, czarna dziura. Ile by się tam nie wpompowało kasy, zawsze będzie mało.
W tej „dziurze” znikają zresztą nie tylko pieniądze. Przekonali się o tym policjanci, którzy na kilkanaście minut zaparkowali radiowozy przy jednej z kamienic. Gdy wrócili okazało się, że ktoś… ukradł „koguty”. Winnych nie znaleziono, za to „gliniarze” musieli się ostro tłumaczyć.
Do dziwnych zaginięć dochodziło też, kiedy na ulicy prowadzono prace kanalizacyjne. W dzień drogowcy stawiali znaki zakazu zatrzymywania i parkowania, na drugi dzień strażnicy miejscy przychodzili wlepiać mandaty, ale nie mieli do tego podstaw, bo… w ciągu nocy znaki zostały wykopywane i ukradzione. Powiadomiony o zajściu dzielnicowy machnął tylko ręką.
 - To „Abramka”, miejsce cudów, które żyje własnym życiem – podsumował z uśmiechem i odszedł, robiąc wcześniej służbową notatkę.
Tomasz Poprawa

Zamów Newsletter

Bądź na bieżąco dzięki naszemu newsletterowi !

Wśród nowych Czytelnków losujemy nagrody-niespodzianki !

Nick

Adres email
Subskrybuj
Wypisz się
Nauka religii powinna odbywać się:
  

Ilość

odwiedzających: 3248373
SuperFakty arrow Łódź arrow Las Vegas w "Las biedos"